ZIMOWY REKORD

http://wtkplay.pl/video-id-31185-zimowe_podejscie_do_korony_poznania_po_raz_pierwszy_udalo_sie_to_kobietom

Kiedy na kilka godzin przed starannie planowaną wyprawą przeczytaliśmy takie słowa skierowane do nas przez Kingę Baranowską (himalaistkę, która zdobyła już 9 z 14 ośmiotysięczników) wiedzieliśmy, że to musi się udać! Cel, który postawiło sobie Koło Turystyczne był ambitny – zimowe przejście Korony Poznania. Przynajmniej z dwóch powodów miał to być wyczyn historyczny, a czekało na nas 5 gór opisanych przez Radosława Nawrota w przewodniku „Zrób to w Poznaniu!”.

Dzwon Pokoju na Cytadeli (84 m n.p.m.) – pierwszy ze szczytów w Koronie, oddalony zaledwie o kilkanaście minut marszu od naszej szkoły. Wybraliśmy drogę od północnego zachodu przez plateau pod obeliskiem (choć dyskutowaliśmy też inną drogę, którą można określić jako „wariant na szagę”) i w doskonałej kondycji i humorze stanęliśmy na wierzchołku. Rozwinęliśmy flagę szczytową, która towarzyszy nam na wszystkich górskich ekspedycjach, zrobiliśmy zdjęcie i ruszyliśmy dalej bo przecież próbujemy ustanowić nowy rekord!

Wzgórze świętego Wojciecha (73 m n.p.m.) – tutaj zaczęły się pierwsze kłopoty. Szczyt zdobywamy nową drogą od północy, a wystarczy przywołać Eiger czy Matterhorn żeby wiedzieć jak złą sławą owiane są północne ściany. Niektórzy członkowie wyprawy odczuwają też wpływ wysokości i chcą przerwać wspinaczkę pod pomnikiem Armii Poznań, który biorą za główny szczyt. Okazuje się, że to tylko przedwierzchołek i czeka nas jeszcze kilkadziesiąt metrów walki. Druga góra zaliczona!

Góra Przemysła (76 m n.p.m.) – szybko schodzimy do doliny, mijamy tętniący życiem bazar i na ul. Zamkowej zaczynamy kolejną wspinaczkę. Tym razem dają się nam we znaki nadzwyczaj strome schody, przystajemy co kilkanaście kroków i zastanawiamy się czy nie założyć obozu. Na szczęście kryzys udaje się pokonać i meldujemy się na szczycie po raz pierwszy spotykając innych wspinaczy. Trudy podejścia wynagradza nam piękna panorama na poznański Stary Rynek.

Masyw Kopca Wolności (98 m n.p.m.) – ta góra była największym wyzwaniem logistycznym na etapie planowania wyprawy. Tak jak w Himalajach trzeba było zdobyć pozwolenie na atakowanie szczytu. Niestety okazało się, że główny wierzchołek od kilku lat jest zamknięty dla wypraw. Wykonujemy więc kilka telefonów i negocjujemy podejście pod wierzchołek na stoku narciarskim. W końcu dobra wiadomość! Mamy „permit” od Malta Ski i będziemy mogli wspinać się w masywie Kopca Wolności. Góra wyrasta przed nami podczas wędrówki brzegiem jeziora i z radością zauważamy, że pokryta jest śniegiem i lodem! Wyciągamy więc raki i czekany licząc na solidną lodową wspinaczkę. Nasze nadzieje rozwiane zostają jednak po spotkaniu z oficerem łącznikowym panem Pawłem Cielewiczem. Lodospad jest na tyle niebezpieczny, że na szczyt wjedziemy…wyciągiem krzesełkowym! Podziwiając widoki zdobywamy czwartą górę Korony.

Góra Moraska (154 m n.p.m.) – królowa wśród koronnych gór, najwyższa w Poznaniu, jedyna przekraczająca 100 metrów ponad poziom morza. Jest to wierzchołek dobrze nam znany, ponieważ w 2015 roku dokonaliśmy pierwszego w historii koła zimowego wejścia. Wiemy, że czeka nas tu tylko jedna pułapka – „czy to już tutaj należy skręcić w lewo w las?”. Mimo zmęczenia jesteśmy uważni i po kilkunastu minutach stajemy przed kopułą szczytową. Ostatnia wspinaczka, ostatnie metry i podnosimy ręce wysoko do góry. Udało się! Korona Poznania skompletowana! A na dole czeka nas już nagroda – pyszna pizza:)

W czasie wyprawy dokonaliśmy drugiego wejścia zimowego (autorami pierwszego z 2010 roku są harcerze z 11 PDH „Tajga”) oraz pierwszego w historii zimowego zdobycia Korony przez kobiety. Ponadto ustanowiliśmy nowy fantastyczny rekord zdobywając wszystkie szczyty w 3 godziny i 44 minuty (pierwsza wyprawa trwała około 7 godzin). W skład ekspedycji weszło 18 alpinistów i operator filmowy. Szczególnie chcielibyśmy podziękować Radosławowi Nawrotowi za wymyślenie Korony Poznania, Kindze Baranowskiej za motywację, kierownikowi pierwszej wyprawy Marcinowi Grabowskiemu za cenne wskazówki oraz Pawłowi Cielewiczowi z Malta Ski za pomoc w zdobyciu wierzchołka.