TAJEMNICZY KSIĄŻ

Zostaliśmy zainfekowani jeszcze przed wyjazdem. Wystarczyło chwycić książkę Joanny Lamparskiej i przeczytać o przeklętym sześciometrowym sznurze pereł, o upiorze z pobliskiej miejscowości, któremu zło zalęgło się w lewym kolanie czy o złotym pociągu, który wyruszył ze stacji w Świebodzicach i nigdy nie dojechał do Wałbrzycha. Po tych opowieściach wirus tajemnicy zaczął się rozprzestrzeniać. Najpierw powoli z osoby na osobę, z historii na historię. Po dwóch dniach spędzonych w Książańskim Parku Krajobrazowym i Świdnicy zarażeni byliśmy już wszyscy. To był jeden z najbardziej tajemniczych wyjazdów Koła Turystycznego!

W Zamku Książ pani przewodnik sala po sali odsłaniała przed nami sekrety rodziny Hochbergów oraz ich rezydencji. Skomplikowane losy księżnej Daisy, zagadkowe podziemia, malownicze ruiny czy wulkaniczne skały z sycylijskiej Etny – miejsce to naprawdę jest wyjątkowe!

Szukając kolejnych tajemnic postanowiliśmy dotrzeć tam, gdzie turyści zaglądają rzadko – na samo dno głęboko wciętego wąwozu rzeki Pełcznicy. Najpierw zatrzymaliśmy się w baśniowych ruinach Starego Książa, gdzie wydawało się, że jeden krok przez renesansowy portal przeniesie nas do zupełnie innej rzeczywistości. Potem czekało nas zapierające dech w piersiach 80 metrów stromo w dół, podczas których wykorzystać trzeba było kije trekkingowe, ręce, a nawet inne części ciała;) Na dnie, wśród szeleszczących liści i szumiącej rzeki, kiedy słońce schowało się już za krawędzią wąwozu nastrój znów stał się bardzo tajemniczy.

W drodze do Świdnicy odnaleźliśmy schowane w jesiennym lesie szmaragdowe jeziorko Daisy. Musieliśmy zajrzeć do dwóch starych wapienników, z których jeden pełnił rolę pałacyku myśliwskiego księżnej. Przecież lista zagadek do rozwiązania rosła – do złotego pociągu i pereł zdążyliśmy już dodać bursztynową komnatę;) W słynnym Kościele Pokoju w Świdnicy też poczuliśmy się jak w bajce. Kolejne piętra drewnianych empor ozdobione zostały niezwykłymi malowidłami, a liczba miejsc w świątyni (7 500) mocno działała na wyobraźnię. Ile osób przychodziło tutaj przez wieki, kim byli, jakie były ich historie?

Niestety, nie znaleźliśmy dzieł sztuki ze złotego pociągu, ale i tak cieszymy się, że Książ podzielił się z nami swoimi sekretami. W udanej wycieczce nie przeszkodziły nam nawet ukryty we mgle peron 4a, który nie chciał dać się znaleźć, zarwane łóżka, płatający figle system rezerwacji w zamku i uciekający czas, który musieliśmy dogonić, żeby odebrać nasze plecaki. To był dobrze spędzony czas!

Rozpakowując plecaki po powrocie do domu już zastanawiamy się dokąd Koło Turystyczne wyruszy następnym razem? Góry Krucze? Dolina Bobru? Masyw Śnieżnika, a może jakieś inne miejsce?