…ten jest potem niewyspany, tak twierdzą niektórzy. Na wiosenny wyjazd członkowie szkolnego Koła Turystycznego zerwali się z łóżek długo przed świtem. Chcieliśmy w ten sposób zyskać nieco czasu, żeby w planie dnia starczyło go na spacer na malownicze Bobrowe Skały. Niestety złośliwa siła wyższa unieruchomiła nasz pociąg w Rawiczu, uniemożliwiła przesiadkę i spowodowała, że wysiłek rannego wstania nie został wynagrodzony. Mogliśmy pospać dwie godziny dłużej, a i tak dotarlibyśmy do Piechowic o tej samej porze. Na szczęście był to tylko pechowy początek i jedyny zgrzyt, reszta wyprawy odbyła się zgodnie z planem i obfitowała w atrakcje. A skoro przez całą następną noc układaliśmy w schronisku puzzle, to niewyspanie też nam nie dokuczało.
Co jest najważniejszym elementem naszych wyjazdów w góry? Oczywiście wędrówka z plecakiem, podziwianie widoków i zdobywanie kolejnych szczytów. Przyzwoite minimum podczas takiej marszruty to 15 kilometrów, choć regularnie zdarza nam się przejść 20, 25, a nawet i więcej kilometrów. Tym razem było zupełnie inaczej. Trasa była dużo krótsza i nie była główną treścią wyjazdu, raczej razem z przyprószonym śniegiem grzbietem Karkonoszy stanowiła tło i uzupełnienie wycieczki. Więcej czasu niż na szlaku spędziliśmy w trzech niezwykłych miejscach.
W hucie szkła kryształowego Julia w Piechowicach na własne oczy mogliśmy przekonać się jak powstają szklane cuda. To wyjątkowe miejsce, w którym razem z przewodnikiem wchodzi się do pracującego zakładu przemysłowego. Można zerknąć przez ramię paniom, które szlifują i zdobią karafki, wazony czy kieliszki, można poczuć ciepło buchające z hutniczego pieca, wszystko to powoduje, że bardziej doświadczamy niż tylko zwiedzamy. Dodatkowo każdy z nas miał okazję sprawdzić się w trudnej sztuce grawerskiej i wykonać własnoręcznie szklaną pamiątkę. Z olbrzymim zaangażowaniem wybieraliśmy wzory i wykonywaliśmy szlify, a efekty pracy zaskoczyły nas samych!
W Muzeum Miejskim „Dom Gerharta Hauptmanna” w Jagniątkowie mieliśmy okazję zachwycić się architekturą doskonale wpasowaną w górski krajobraz. Mogliśmy też poćwiczyć spostrzegawczość i przenikliwość analizując przeróżne wątki, symbole i znaczenia, które przeplatają się na bajecznie kolorowych ścianach holu nazywanego Halą Rajską. Wreszcie zadumaliśmy się nad skomplikowanymi losami niemieckiego laureata literackiej Nagrody Nobla, który tworzył w Karkonoszach w czasach kiedy nad Europą przetaczały się polityczne i wojenne burze. Niezwykłe było też to, że zmaterializowała się przed nami książkowa postać! Naszą przewodniczką była bowiem pani Magdalena Borejko, która jest pierwowzorem postaci pojawiającej się na kartach kryminałów autorstwa Sławomira Gortycha. Za ciepłe gościnne przyjęcie jesteśmy bardzo wdzięczni również pani dyrektor muzeum Katarzynie Soboczyńskiej, dzięki której w Domu Gerharta Hauptmanna poczuliśmy się jak…w domu.
Na wieży zamku Chojnik zachwyciliśmy się widokami na Karkonosze, nasze ulubione Rudawy Janowickie i Góry Izerskie. Jednak to co pozostanie nam najbardziej w pamięci, to wspinaczka na zamkowe wzgórze i niespodzianka podczas zejścia. W historii Koła zdarzyło się nam już odwiedzić jaskinie takie jak Jaskinia Niedźwiedzia czy Jaskinia Łokietka. Były to jednak trasy turystyczne oświetlone i przystosowane do zwiedzania, a tym razem czekała nas prawdziwa eksploracja najdłuższej jaskini szczelinowej w Karkonoszach o nazwie „Dziurawy Kamień”. I choć przyznamy, że określenie „najdłuższa” jest nieco na wyrost, bo grota ma 20 metrów, to jednak wejściu w wąską ciemną szczelinę i wspinaczce przez 4 metrowy komin towarzyszyły duże emocje. Kiedy z otworu wyłoniła się głowa ostatniego uczestnika wycieczki wiedzieliśmy, że to już koniec przygód.
Przekonaliśmy się, że czasem inny charakter wyjazdu też może dostarczyć sporo satysfakcji, a kilometrowy normatyw na pewno wyrobimy podczas górskiej wyprawy na początek wakacji!




